6
sierpnia
2010
No dobra, póki co koniec z chwaleniem się. Dzisiaj postanowiłem pokazać wam kilkadziesiąt fotografii ze ślubu oraz wesela Iwony i Mariusza. Być może niektórzy większość z tych zdjęć już widzieli na blogu profesjonalnych fotografów ślubnych, gdzie prezentowałem już ten materiał. Jeżeli tak, to nic nie szkodzi. Poniżej zamieściłem parę zdjęć więcej niż jest w tamtejszym wpisie więc warto zajrzeć i tutaj.
Teraz może parę słów gwoli wyjaśnienia tajemniczego skądinąd tytułu. Otóż, po zakończeniu ceremonii ślubnej oraz przyjęciu życzeń od wszystkich gości Mariusz uległ chwilowemu roztargnieniu. Zostawiwszy pod kościołem żonę wraz z dzieckiem, ruszył swobodnym krokiem w kierunku bramy. Dopiero zdziwiony wzrok otaczających gości uzmysłowił mu, że coś chyba jest nie tak. Na szczęście udało mi się zarejestrować tę scenę. Ilekroć patrzę na to zdjęcie zawsze wraca wspomnienie tamtej chwili, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Myślę sobie, że to jest chyba sens naszej pracy jako fotografów ślubnych. Zachować dla pary młodej te właściwe momenty które opowiadają o nich jako o ludziach z krwi i kości. Zrobić zdjęcia na których zobaczą samych siebie, a nie tylko manekiny w układance form i kształtów. Tylko takie zdjęcia mają szansę stać się ponadczasowymi i działać na nich przy każdym otwarciu albumu. Właśnie dlatego moim celem jest robienie fotografii, która będzie budziła bardziej sympatię (i lekki uśmiech), niż krótkotrwały zachwyt. Tymczasem zapraszam do obejrzenia zdjęć.



























































24
lipca
2010
............Witam ponownie. Jakoś tak się ostatnio zdarza, że wpisy robię jedynie aby się pochwalić wyróżnieniami. Nie jest to jednak spowodowane moją próżnością, a jedynie brakiem czasu na zrobienie sensownej wrzuty. No ale do rzeczy. W tym roku Forum Profesjonalnych Fotografów Ślubnych znów zorganizowało konkurs (jak się pewnie domyślacie chodzi o konkurs fotografii ślubnej). Jest to jedyny tego typu konkurs w Polsce, który można nazwać profesjonalnym. Wynika to z faktu, że zdjęcia nie są wybierane demokratycznie (czyt. na hurra) a przez specjalnie powołane do tego JURY (składające się z uznanych fotografów). Takie rozwiązanie każe wierzyć, że wybierane prace będą te które rzeczywiście coś sobą reprezentują. W pierwszym z 4 etapów jury doceniło 3 moje zdjęcia, co w sumie pozwoliło mi uplasować się na 6 miejscu wśród najlepszych fotografów ślubnych w Polsce. W tym momencie pragnę podziękować parom, które zaprosiły mnie do upamiętnienia ich uroczystości, a bez których nie mógłbym stworzyć takich obrazów. A zatem: Iwona, Mariusz, Magda, Chris – dziękuję. Poniżej wyróżnione zdjęcia, które śmiało możecie traktować jako zapowiedź większych wrzut.
Kategoria “Ruch” – I miejsce

..
Kategoria “Pierwszy taniec” – VII miejsce.

.
Kategoria “Wesele” – VI miejsce.

7
czerwca
2010
….Witam ponownie. Trochę się zapuściłem ostatnio z blogowaniem, ale cóż zrobić kiedy doba ma tylko 24 godziny. Czym prędzej to jednak naprawiam. Zacznę może od tego, że zeszły tydzień był dla mnie dosyć udany. Najpierw odebrałem telefon z propozycją od amerykańskiego “Brides Magazine” (ale o tym póki co cicho sza), a później WPJA (www.wpja.com – międzynarodowa organizacja zrzeszająca “najzajebitniejszych” fotografów ślubnych – naprawdę polecam, jeżeli jesteście parą młodą i nie macie co robić z wolnym czasem) ogłosiła wyniki pierwszego tegorocznego konkursu Q1 2010 i okazało się, że skubańcy znów potrafili docenić dobre zdjęcie. Radość moja jest tym większa, że fotografia którą Jury doceniło zrobiłem właśnie z myślą o tym konkursie i o tej kategorii. Korzystając z okazji, że jestem na antenie chciałem również serdecznie pogratulować Justynie Ortyl, Ani i Marcinowi Łabędzkim, Piotrkowi Gajewskiemu, Marcinowi Rusinowskiemu, oraz Teodorowi Klepczyńskiemu. A oto nagrodzone zdjęcie wraz z komentarzami sędziów..

.
..
Chciałbym również gorąco podziękować Magdzie i Dawidowi, bez których powyższy obraz nigdy by nie zaistniał. Tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku moich ulubionych kadrów z ich ślubu i wesela..

















.
No co, przecież nie mówiłem, że będą najlepsze tylko ulubione
29
marca
2010
Chciałem pokazać wam parę ulubionych fotek z bardzo sympatycznego wesela i jeszcze sympatyczniejszego pleneru (ślub był raczej normalny). Początkowym pomysłem na scenerię do zdjęć plenerowych były podziemne lochy. Kiedy jednak w trakcie rozmowy nieopatrznie padło słowo “bieszczady”, a w naszych oczach pojawił się błysk, wiedzieliśmy już, że podziemia mogą nas cmoknąć. Chociaż realizacja pleneru zajęła cały dzień, a pogoda spłatała małego psikusa – było ekstra. To jeden z tych plenerów, które fajnie się wspomina i które warto jest zrobić zgodnie ze swoją fantazją, nawet jeśli w trakcie zgubi się wszystkie karty pamięci, aparat wpadnie do wody, a samochód postanowi was zabić. To po prostu wspaniała przygoda. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że coraz więcej par, zamiast zwyczajowego rzucania się w agonalnym szale gdzieś do przydrożnego rowu w poszukiwaniu efektownych rozbryzgów wody, będzie miała chęć i odwagę na tego typu wyprawy.


































